SOYKA SOLO – Stanisław Sojka opowiada solo ---------Soyka Solo------- „Soyka Solo” jest moją formułą podstawową. Na niej opiera się cała moja muzyka. Z tych poszukiwań, któremu towarzyszy fortepian, wzięła się cała masa różnych innych koncepcji. Kiedy myślę o formule solowej, widzę siebie nastoletniego, grającego na fortepianie i śpiewającego. W taki właśnie sposób debiutowałem. Recital solo był moją pierwszą formacją - tak zacząłem występować publicznie. Tak formowała się moja muzyka i język. Formuła solo jest najbardziej wymagająca. Oczywiście wielką radość daje gra w zespole. To jest niezwykle wzniosłe i budujące, kiedy każdy grając jakiś fragment, współtworzy całość. W formule solo ta całość musi być wypełniona przez jedną parę rąk i jedno gardło. ----------Historia solo-------- Od licealnych czasów byłem zafascynowany jazzem. Nasiąknąłem elementami filozofii jazzowej. Nabrałem pewnego rodzaju stosunku do muzyki, na przykład do improwizacji. Już od tamtych lat nie zapamiętuję jakiegoś przebiegu muzyki na zawsze. Nie pamiętam jak wczoraj zagrałem. Dzięki temu do dziś grywam niektóre piosenki od 20 lat, ale one są wciąż inne, bo nie kodują się w mojej głowie. Nie tworzę prototypowego sposobu na ich granie. W 1978 r. byłem już w polskim środowisku jazzowym dość dobrze znany. Grywałem wówczas z zespołem „Extraball”. Wtedy to właśnie szef wydawnictwa Poljazz zaproponował mi nagranie koncertu. Odbył się on w Filharmonii Narodowej, w ramach cyklu Jazz Filharmonii. Ten recital solo został zarejestrowany i potem wydany na płycie. To było dokładnie 30 lat temu. W okresie studyjnym, zauważyłem, że robie coś co nie jest do końca moje. Naszło mnie przeświadczenie, że nie mam ambicji bycia awangardowym odkrywcą, a ten jazzowy okres to była taka droga, która doprowadziła mnie do ślepej ulicy. Miałem wtedy paranoję żeby grać i śpiewać najdziwniej jak się da, zburzyć porządek, żeby popisać się awangardowością. Wtedy zdałem sobie sprawę, że to jest nieporozumienie. Nie chodzi przecież o to żeby coś sobie udowadniać, ale żeby skomunikować się z publicznością. Wtedy zacząłem szukać własnego języka, własnej muzyki. Jeżeli coś miało zainteresować paryżan czy Mediolan to coś, czego nie znają. Coś, co wyraźnie ma cechę jakiegoś regionu Europy. Supportując w 1984 r. we Francji przed Rayem Charlesem, zdałem sobie sprawę, że on zaraz wyjdzie i zaśpiewa piosenki, które będą rzeczywiście z pierwszej ręki. To był czas kiedy zacząłem o tym dużo myśleć, zaowocowało to moimi pierwszymi utworami, zacząłem wtedy komponować. Trzeba wiedzieć ze Ray Charles jest z delty Missisipi, a ja jestem z Gliwic. Należę do kultury śląsko - tyrolskiej i to w niczym nie przypomina tradycji delty Missisipi. W roku1984 nagrałem recital w piwnicy na ul. Wójtowskiej. To było miejsce muzyczno-poetyckie na Nowym Mieście. Mój drugi album solo został wydany przez Poljazz. Potem związałem się z wytwórnią RCA. Znalazłem się wtedy w świecie którego nie znałem, takim „high top scena pop”. Mieszkałem wytwornie na wsi w Anglii. Grałem ze świetnymi muzykami w całej Europie. Na dobre wróciłem do Polski w 1988 r. Spotkałem się z Jasiem Janiną Iwańskim i to był duet, który rozrósł się do kwartetu, a potem sekstetu. W 1994 r. nasze drogi się rozeszły i znów znalazłem się na pustyni, w związku z tym grywałem solo. Ilekroć kończyła się jakaś współpraca zespołowa, siłą rzeczy zostawałem sam i lądowałem w formule solo. Działo się tak, ponieważ trudno mi było sobie wyobrazić życie bez grania i bez koncertowania. Najdłuższa przerwę w graniu solo miałem miedzy rokiem1997, a 2007. Ten 10-letni okres był czasem formowania się ensemble’u który teraz nazywa się Sextet Plus. Gram z nim do dziś. Gra się nam razem świetnie, łączy nas taka wspólnota muzykalności. Mój repertuar solo jest inny niż ten który gram z moją kompanią. Formuła solowa jest bardziej kameralna, śpiewam więcej poetów, rzeczy bardziej liryczne. ------Doświadczenie------ Dochodzi się w życiu do takiego momentu kiedy można uzyskać rezultat o wiele mocniejszy niż wcześniej, o wiele mniejszym wysiłkiem fizycznym i duchowym. Praktyka doprowadza do momentu kiedy się wie, że już się dużo umie i wtedy można się wyzwolić z pewnego rodzaju skurczu. Kiedy gram jestem jakby na pół w rzeczywistości. Nurkuje na chwile w muzykę, przestaje myśleć w sensie intelektualnym, nie konfrontuje się już z codziennymi problemami. Przestają one mieć w tym momencie znaczenie. ----Plany---- Nie planuje robić trasy solo. Odkąd jestem znaną osobą na scenie muzycznej, trzymam się zasady że gram tam gdzie mnie wołają. Nie stosuje więc żadnej jakiejś odgórnie zaplanowanej trasy koncertowej. Myślę też o wydaniu nut. Od dłuższego czasu ludzie pytają mnie o nie. Chcę spisać muzykę tak, żeby z jednej strony była dostępna dla średnio zaawansowanego pianisty, ale z drugiej strony, żeby nie była tautologiczna. Na początek chce umieścić nuty w internecie, a z poznaniakami (Magic-Music) wydać album z nutami do 20 utworów. Lubię patrzeć na nuty.